Na Zachodzie duze zmiany

Sława Ratajczak


 O udziale Polonii i Polaków za granicą w życiu gospodarczym w krajach zamieszkania.

 

Odkąd staliśmy się symbolem sukcesu ekonomicznego, coraz częściej mówi i pisze się, że Polacy to ludzie przedsiębiorczy, którzy przy silnych bodźcach stają się liderami ekonomicznymi. Niesie się w świat przekonanie, że jest w nas nowoczesność, wiedza i kreatywność. Potwierdzają to pracownicy Europejskiego Banku Centralnego we Frankfurcie nad  Menem. W ich przekonaniu Polska winna być drogowskazem dla innych narodów.

 

Cieszy ta przemiana, dotycząca spojrzenia na nasz kraj i Polaków. Cieszy zwłaszcza w Niemczech, miejscu w którym stanowimy drugą najliczniej reprezentowaną cudzoziemską społeczność. W ostatnim ćwierćwieczu poznano  nas szczególnie dobrze,  jako że czas i warunki temu sprzyjały. Dokonały się przeobrażenia myślowe, wyrosły nowe opinie, bo jak wiadomo, nie zawsze mówiono o nas pozytywnie, objektywnie i uczciwie.  Obraz Polski i Polaków w oczach Niemców zorganizowany był przez ponad dwa stulecia wokół wyświechtanego od czasów rozbiorowych pojęcia „Polnische Wirtschaft”.  Latami przywykło się twierdzić, że nasi rodacy niechętni są do pracy, niedbali, źle zorganizowani, nieefektywni, nienauczeni porządku i niezdyscyplinowani. Dziś to już anachronizm i obraźliwy slogan. Tylko ci, którzy nas nie znają, bądź w uporze przekonań trwają, postrzegają Polaków przez pryzmat tereotypów.  Takich na szczęście coraz mnie.

 

Udział Polaków w życiu gospodarczym Niemiec jest bezsporny. Słyszy się o tym niemal na każdym kroku. Na przykładach z Hamburga, popatrzmy i oceńmy,  ile znaczymy i jak ważną rolę spełniamy. Powszechnie bowiem wiadomo, że Hanzeatycka Metropolia rozkwita za sprawą znacznej i doskonale widocznej przedsiębiorczości, pomysłowości i wiedzy Polaków. Jest ich sporo. Niektórzy szacują że już około 30 tysięcy. Do tego regularnie przybywają tu polscy naukowcy do placówek badawczych, np. DESY, a młodzi ludzie na uniwersytety i do szkół wyższych. Tak więc trudno wszystkich policzyć, zważywszy, że duże polskie przesiębiorstwa zakładają tu stale przedstawicielstwa, rozwijają się też pokaźne miejscowe firmy i tak zwany small business. O tym ile naszych firm w Hamburgu mówi po części Polski Informator Branżowy „ Zółte Strony”wydawany przez DR Druck  Dominika Rybaka. Z powyższej publikacji wynika jasno, że Polacy są reprezentowani w prawie wszystkich obszarach gospodarki na terenie Hamburga i okolic. Wiadomo, że nie tylko tu. Wszędzie na terenie Niemiec.  

 

O znaczeniu i roli polskich przedsiębiorców, inwestorów, menadżerów, handlowców, lekarzy, inżynierów, informatyków wypowiadają się Niemcy ze szczególnym uznaniem. Nigdy nie kwestionują ich kwalifikacji. Wręcz przeciwnie, są pełni podziwu dla wiedzy i otwartości w przyswajaniu przez na<szych rodaków wszelkich nowości. Na tradycyjnej, lutowej „ Uczcie Mateusza” pierwszy burmistrz Hamburga Olaf von Scholz z poważaniem i należną atencją odniósł się do współpracy gospodarczej przedsiębiorstw hamburskich z polskimi. Warto wiedzieć, że do kooperacji nakłaniają i są z niej dumni nasi hamburscy rodacy, Polonia zwłaszcza. Czyż więc dziwi fakt, że przeszło 600 tutejszych firm ma partnerów w Polsce?

 

Szczególnie owocna jest działalność w dziedzinie handlu i rzemiosła. Pochwały sypią się również pod adresem polskich informatyków. Wysoką pozycję zajmuje firma AKRA GmbH założona w grudniu 1999 przez polsko-niemiecki duet Tomasza Ochmanna i Fabiana von Borcke. Specjalizuje się ona w usługach IT (oprogramowanie), dostarcza profesjonalne i indywidualne rozwiązania zapewniające wsparcie i kompleksową pomoc na każdym etapie po ostateczną wersję produktu. Są to projekty informatyczne w zakresie tworzenia i wdrażania nowoczesnych technologii dla biznesu w Polsce i świecie. Rozkręca ona przedsiębiorczość, zbliża i przyspiesza wiele procedur, które wspierają gospodarkę polską, europejską, niemiecką. Dzięki doświadczeniu swoich pracowników, w tym i licznych Polaków, ich innowacyjności i indywidualnemu podejściu do klientów praca i wyniki przedsiębiorstwa AKRA GmbH sięgają najwyższych standardów.

 

Pan Tomasz Ochmann uważa, że jego polscy pracownicy lokują swoje zarobki w kraju urodzenia, tam nabywają nieruchomości i pomagają rodzinie, a to ewidentnie wzbogaca Polskę. Przy tym, w miejscu tymczasowego osiedlenia także żyją na odpowiednim poziomie, bo godziwie zarabiają. Kupują auta i inne dobra , a więc uruchamia się cały łańcuch gospodarczych powiązań i zależności. Filia placówki hamburskiej w Krakowie sprawia, że dochody wpływają i pozostają zarówno w Niemczech jak i tam - nad Wisłą.  Niemcy i Polacy doskonale ze sobą współpracują, uczą się, wymieniają doświadczeniami i wzorowo rywalizują w pomysłach i ideach.

 

-   Dobry klimat w pracy to podstawa działalności, a definiować trzeba się poprzez osobowość - nie paszport -  twierdzi jej właściciel i sam jest najlepszym przykładem rozważnego i przyjacielskiego wszystkim szefa. Pisała o tym Andrea Pawlik w artykule
 „ Von Tomasz zu Thomas” w Hamburger Abendblatt – prestiżowym i najbardziej poczytnym miejscowym dzienniku. Fakt, że Tomasz Ochmann odniósł sukces zawodowy,  nie odebrał mu wrodzonej skromności i dystansu do siebie. Nie mniej satysfakcjonują go dobre opinie w miejscowej prasie i uznanie burmistrza Hamburga, który przemawiając na Hamburger IT Strategiatagen pochwalił AKRE  za  to, że przyjmuje w szeregi swych pracowników informatyków z Europy Wschodniej, a tym samym, unika problemów personalnych, doskonle funkcjonuje i stale się rozwija. Trzeba wiedzieć, że o fachowców na rynku niemieckim nie tak łatwo,  czego dowodem  około 40 tysięcy nieobsadzonych stanowisk w branży Software.


O zawodowym sukcesie architekta Romana Olszowki nie wszyscy Polacy nad Łabą  być może dostatecznie wiedzą, ale nie ulega wątpliwości, że cieszy się on należytym uznaniem hamburczyków, Europejczyków i miejscowej prasy. Polak wystawia domy w najdroższych punktach miasta, wśród ogrodów, willi i pałacyków z ubiegłego stulecia, w najbardziej okazałych dzielnicach jak Harvestehude, Eppendorf, Blankenese. Jego projekty zadziwiają nowoczesnością,  niezwykłym pięknem i funkcjonalnością.  Rozmach, przeszklenie, elegancja białej kolorystyki budzą pozytywne emocje i zaspokajają oczekiwania zamożnej, wymagającej i elitarnej klienteli.  Równowaga między tradycją a nowoczesnością i dążenie do harmonii w myśl zasady „mniej znaczy więcej” są podstawą jego projektów.

 

Roman Olszowka studiował w Krakowie, co bardzo sobie ceni, a także w Hanowerze pod okiem profesora architekta i urbanisty Gerharta Laage. To wiele mu dało, ale wciąż uważa, że najwięcej wyniósł z „polskości”, z tej jedynej w swoim rodzaju sztuki życia, polegającej na   ambicji w dążeniu do tego, by nie zaprzepaścić nigdy swej szansy, nie poddać się, nie zatracić tożsamości i uporu. Nie ukrywa , że wiele zawdzięcza polskim ekipom budowlanym z którymi od lat współpracuje. Bez trudu dostosowują się one do wymogów niemieckich. Mało tego ich pracownicy, są koncepcyjni, sensowni, zręczni i otwarci na nowości...

 

-  Tam gdzie Niemiec widzi 10 przeszkód Polak znajduje 100 rozwiązań.  -   Jakże to cieszy i jaką wyzwala siłę! – powiada.  - A potem dodaje nieskromnie : -   To ja Polak, te atrakcyjne rezydencje i apartamentowce obmyśliłem, zaprojektowałem i postawiłem, by chwałę wspaniałego miasta na wieki głosiły.   -  Brzmi to patetycznie, ale i  prawdziwie!  Na tyle prawdziwie, że dowodem ów słynny napis  POLEN  w ciemniejszej klinkerowej cegle na fasadzie  Hanse Viertel - renomowanego pasażu w samym sercu miasta, nad Alsterem. Dokonali tego polscy budowniczowie,  których Olszowka zna i szanuje.  U władz; u majstra i nadzorcy budowlanego uzyskali zgodę . Tak cegłę dobrali i ułożyli, że z oddali widać czyim dziełem jest inwestycja tak imponująca.


-  Tak! Jesteśmy widoczni i mamy ochotę, gdy trzeba, mówić głośno po polsku, przeklinając niekiedy dla szwungu i psychicznego odprężenia  -  tłumaczą się -  i pracują tak, że Niemców wprawiają w osłupienie. A gdy ktoś dziwi się, dodają z humorem i dumą: -   ” dał  nam przykład Bonaparte.”  -   Fajne chłopaki! – Rozpoznawalne z uśmiechu, szarmanckiej ogłady i fantazji. Oni wiele potrafią i nie mają żadnych kompleksów. Nawiązują przyjaźnie, propagują turystyczną Polskę.  W niepamięć poszły czasy, gdy podziwialiśmy cudze, a swego nie znaliśmy, bądź  nawet wstydziliśmy się.


Do niezwykle pracowitych zaliczymy jeszcze polską hamburżankę, o której prasa także dość cząsto donosi .  -  To Elżbieta Mallert – projektantka mody pochodząca z Chróstów Wysińskich w gminie Lisewo na Kaszubach. Jako nastolatka przybyła z rodzicami w latach osiemdziesiątych do Hamburgu. Tu ukończyła szkołę krawiecką, studium i rozmaite kursy. Zrealizowała marzenia, projektuje i szyje ekskluzywne damskie ubrania. Klientkami Liz Maraux najzamożniejsze miejscowe i światowe elegantki. W jej wytwornych butikach pojawiają się celebryci, bogacze, prominenci. Do hanzeatyckiej „COCO Chanel” przybywa się po wyszukane, markowe kreacje, najdoskonalsze dodatki i porady.

 

Liz Malraux  ma pozycję i uznanie. Niedawno świętowała w hotelu Kempinski – Atlantyk 25 – lecie działalności na hamburskim rynku modowym. Owacjom i zachwytom nie było końca. Niewielu  jednak wie, że te cenne i unikatowe  dzieła  sztuki odzieżowej, wymagające precyzji wykonania, powstają nie w Niemczech, nie w  Chinach,  lecz w Polsce -  na Kaszubach właśnie. Tam, we wspomnianych Chróstach Wysińskich doskonale prosperuje firma -  PP – H –Usługi Promoda & Prohipo, dając zatrudnienie i satysfakcję miejscowym. Tak więc, jesteśmy w czołówce i co brzmi niekiedy nieco „ na wyrost”, wspieramy niemiecką gospodarkę.

 

Polacy włączają się w nurt życia społecznego, politycznego, podejmując akcje i działania na rzecz ogółu i to na szeroką skalę. Problemy kraju zamieszkania nie są im obce. Traktują je jako swoje ,istotne. W tym przypadku,  przykładem niech będzie Krzysztof Wesołowski z pozarządowej, prężnie działającej i liczącej się w Niemczech organizacji ochrony środowiska naturalnego NABU    ( Naturschutzbund Deutschland e V). Ten sympatyczny absolwent Uniwersytetu Gdańskiego uchodzi w Hamburgu za najdoskonalszego propagatora i znawcę ekologii. Kształci z pasją tysiące niemeckich, hamburskich uczniów w tym zakresie. Ma przy tym zawodowe kontakty z polskimi ekologami. Czyż nie wspiera gospodarki?   

 

O dokonaniach naszych rodaków można mówić w nieskończoność. Pamiętajmy jednak, że nie dla pochwał większość  z nich działa i pracuje w Hamburgu, czy też  innych, europejskich miastach na Zachodzie. To często konieczność życiowa sprawiła, że przyjechali w nieznane i stanęli na wysokości zadań. Wykorzystali umiejętności, talenty, poszerzyli wiedzę, zdobyli w trudach nowe doświadczenia.  

 

Z uznaniem wypowiadają się o Polakach urzędnicy Izby Rzemieślniczej, Urzędu Pracy i naszego konsulatu. Idzie więc w świat przekonanie, że dobre jest to, co polskie; zarówno towary jak i usługi. Zyskują Niemcy, ale i Polacy nic nie tracą. Jest to wsparcie dwubiegunowe. Najważniejsze, że zmieniły się o nas opinie i że Polska tak wiele dla sąsiada zza Odry, znad Łaby, Renu, Wezery znaczy. To niekwestionowany sukces!

 

*Nasza aktywność społeczno – polityczna w krajach naszego osiedlenia w Unii Europejskiej była tematem spotkania Europejskiej Unii Wspólnot Polonijnych (EUWP) w Brukseli w dniach 2 – 4 października tego roku, bowiem temat ten jest istotny, żywy i wymagający szerszych analiz.

 

Sława Ratajczak